Sztuczne dale, ale dale

Otwarcie: 11.11.2016 godz. 19.00
Wystawa: 11-30.11.2016 w godzinach 12.00 - 21.00
Pokaz realizowany w ramach projektu „OPEN – Otwarte Projekty Eksperymentów Narracyjnych"
Projekt dofinansowano ze środków Miasta Gdańsk
Organizator: Kolonia Artystów

Możnaby zobaczyć pusty karton ustawiony tak, że da się spojrzeć przez puszczone dno.

Przez otwór widać mniej, ale więcej można się dopatrzyć. Ma się przed sobą obszar podniesionej uwagi: okoliczności układają się tak, że czegoś tam można się spodziewać, coś już mogłoby się stać. 

Ale nie staje się nic. Widzi się dokładnie tyle, ile widać, właśnie tę chwilę, rzeczy takie, a nie inne, w tych miejscach, co zawsze.

Jest to, co jest, niczego nie brakuje, ale zajście wydaje się nie kompletne. Sytuacja uruchamia oczekiwania, robi pionową minutę, a potem daje poczucie, że kończy się jeszcze zanim się zacznie. Zachowuje się tak, jakby była mniejsza niż jest, zostawia w sobie dużo miejsca, jest jeszcze dużo wolnego miejsca. 

 

Możnaby patrzeć w dno kartonu. Patrzeć, ale zostawiać spojrzenie na powierzchni otworu. Próbować zobaczyć, ale w końcu się rozmyślać. Zbliżać się, przerywać, zaczynać od nowa. Widzieć, ale już nie poznawać. Znać kierunek, ale już nie przedmiot. Zajmować się nim, unikając go. Kontynuować aż do momentu, w którym powierzchnia dna spotęguje się we wrażeniu, silnie się zagęści. 

 

Dałoby się pomyśleć, że w tym pokoju nie wszystko istnieje, że niektórych z tych rzeczy tu nie ma. Byłaby to myśl przesadna, wiadomo, że jak coś się ma, to nie ufa się w brak tego, dlatego trzeba by pozwolić sobie na chwilowy odpływ przytomności. Ale i to by nie wystarczyło, bo potrzeba by jeszcze umownej niewidoczności: widzieć rzeczy, które tu są, ale zachowywać się tak, jakby się ich nie widziało. Ale i to nie wszystko, bo potrzeba by ciągle udawanej naiwności: rozpoznawać działania, które się podejmuje, ale zachowywać się tak, jakby się ich nie rozpoznawało. Ale nawet wtedy nie uznawać wytworzonego stanu za prawdę, a tylko sprawiać wrażenie jakby się go uznawało. 

 

Wybrać jedną rzecz, zmniejszyć ostrość spojrzenia. Patrząc na nią widzieć minus. Zdawać sobie sprawę, że ta rzecz wcale nie znika, ale i tak myśleć, że już prawie jej nie ma. Odtworzyć doznanie podstawowe, które mówi, że zawsze czegoś brakuje. Przypomnieć sobie o kartonie bez dna, widzieć wysypywanie się pustości. Mieć świadomość, że to nie wpływa na otoczenie, ale i tak to robić, wiedząc, że to je określa. 

Chociaż byłaby to zmiana, pod którą nie ma rzeczy, które się zmieniają, to byłoby już jakoś inaczej. Chociaż rzeczy wcale nie znikają, to znikają, ma się wrażenie, że robi się pustawo. 

 

Pomyśleć: czasem nie jestem już pewien, czy jestem w miejscu, w którym odnajduję siebie. Przywołać to uczucie. Spróbować odkryć, że jest się w pomieszczeniu, którego tu nie ma. Zobaczyć się w miejscu, na które nie ma miejsca. 

 

Jest się tam, gdzie się było, stoi się tam, gdzie się stało, wszystko wygląda tak jak wyglądało, ale zajmuje się pozycję, z której łatwo już pomyśleć, że dopiero nam się wydaje, że jest tak, jak jest, jeszcze nie wiemy o tym, na razie tylko domyślamy się tego. Już można pomyśleć, że jest się w miejscu, które dopiero chce się pojawić, że to, co jest, dopiero mogłoby być. Może nawet już się na to zanosi. Faktycznie, wygląda jakby miało się tak zrobić. Właściwie to może zacząć się, jeszcze zanim się zacznie. To, co próbuje być, jest silniejsze od tego, co jest aktualne. 

 

Ktoś, kto odnalazłby się w mieście, na dzielnicy, osiedlu, w domu, mógłby się poczuć jak w jednym z tych kartonów, z których każdy nakryty jest większym.

Siedziałby w pokoju mając przed sobą rzecz, która ma w sobie takie same rzeczy, tylko mniejsze. A tych rzeczy jest dziesięć. A we wrażeniu jest ich jeszcze więcej, niż jest. I jeśli długo by na to patrzył, to mogłoby się zdarzyć, że dyskretnie odpływałby w miniaturowe dale, a to już nie są przestrzenne odległości. To nadal jest blisko, ciągle można tego dotknąć, ale już się wydaje, że jest nieosiągalne. 

 

Czasem kiedy odpowiednio długo się na coś patrzy, już nie wiadomo na co się patrzy. Rzecz otwiera swoją wyobraźnię, swoje poczucie ewentualności i widzi się już coś, czego nie można zobaczyć. A wtedy może już tak jest albo jeszcze tylko się wydaje, że sytuacja nie mieści się w sobie. 

 

Podobne zajścia dysponują mocą, której nie posiadają, ale i tak nie przestają działać. Nie mają tego, co dają, a mimo to dają. Sztuczne dale, ale dale.

W podobnych sytuacjach widać już coś, nawet jeśli nic nie widać. Coś się dzieje, nawet jeśli nic się nie dzieje. Odczuwa się wpływ, niejasny, ale wpływ. Konsekwencje nie są konkretne, ale są realne. Nawet jeśli dają się zbyć, to nie znikają.

 

_

 

Łukasz Rodziewicz, „Fake distance, but distance nonetheless“

 

Opening from 7 pm Friday 11 November

On view till 30 November from 12 to 9 pm

Show realized within the framework of the project „OPEN – Otwarte Projekty Eksperymentów Narracyjnych" supported by the city of Gdańsk

Organised by Kolonia Artystów

 

You could arrange an empty cardboard box in such a way that you can look through the loose bottom.

Although you see less through the hole, you notice more. In this area of concentrated attention, the circumstances make you expect something, that something might just happen.

But nothing happens. You see exactly what you can see, just this moment, things just as they are, in the same place as always.

It is what it is, nothing is missing, yet the event does not seem complete. The situation triggers expectations, makes a vertical interruption, with an impression, that it ends before it begins. It behaves as if it is smaller than it is; it leaves a lot of space within itself; there is still a lot of room left.

 

You could look at the bottom of the cardboard box. Just gazing at the surface of the hole. Trying to see something, but eventually changing your mind. Approaching, stopping, starting anew. Seeing, but not recognizing. Knowing the direction, but not the object. Dealing with it by avoiding it. Continuing until the bottom surface grows and solidifies in the mind.

 

It could be the thought that not everything in this room exists, that some of these things are not here. That would be an exagerrated thought; of course, when you have something, you don't question its existence. You would need a momentary loss of consciousness. And not only that. You would also need arbitrary invisibility; to see things that are here, but behave as if they weren't. And yet it wouldn't be enough, because you'd need a feigned naivete – recognizing your actions, but behaving as if you didn't. And even then, you would have to recognize the resultant state as not being the truth, but only giving that impression.

 

Choose one thing, focus out from it. Look at it this way to see a minus. Realizing that this thing does not disappear, but nonetheless thinking that it's almost gone. Reproducing the basic experience that says there is always something missing. Reminding yourself of a cardboard box with no bottom, seeing how the nothingness pours out. Being aware that this is not affecting the environment, but doing it nonetheless, knowing that this determines it.

Although it would be a change by which nothing alters, it would make a difference. Although things do not disappear, they do disappear; you get the impression that it becomes somewhat emptier.

 

Just thinking: sometimes I'm not sure if I'm in the place in which I find myself. Recalling this feeling. Trying to discover that you are in a room that is not here. Seeing yourself in a place which has no place.

 

I am where I have been. Standing where I was. Everything looks like it used to, but it takes up a position from which it is easy to think that we only think that is the way it is. We don't know this for sure, we only guess. Now I can think that I am in a place that only wants to appear, that everything that is is only what it could be. Maybe it just about to be. In fact, it looks as if it was about to do so. Actually, it may start even before it begins. The thing that it is trying to be is stronger than what it is already.

 

Someone who finds themselves in a city, district, neighborhood, or house, might feel like being inside one of those cardboard boxes, each of which is contained in a bigger box. They would sit in a room, seeing something that contains the same things, only smaller. And there are ten of those things. And there is an impression that there are more. And if the viewer looked for long, they would discreetly vanish into the distance, which is no longer a spatial distance. It is still close, you can still touch it, but it seems unattainable.

 

Sometimes when you look at something long enough, you don't know what you're looking at. The thing opens up its own imagination, sense of possibility, and you see something that you can't see. And then it may just be, or only it only seems that the situation does not contain itself.

Such incidents have a power that they do not have, yet they do not cease to work. They don't have what they give, but they give it anyway. Fake distances, but distances nonetheless.

In such situations you can see something even if you don't see anything. Something is happening, even if nothing happens. You feel an influence, an unclear influence, but an influence nonetheless. The consequences are not specific, but they are real. Even if it they can be got rid of, they do not disappear.